Maciek Wojcieszuk Quintet

Relacja z trzeciego tygodnia

In Koncert, Recenzja by Redaktor

Relacja z trzeciego tygodnia działalności 12on14 Jazz Club – zapraszam.

16.05.2016 / poniedziałek / 20:30
MACIEK WOJCIESZUK QUINTET „MWQ LIVE”
Paulina Atmańska (p), Jakub Łępa (sax), Paweł Palcowski (tp), Adam Tadel (db), Maciek Wojcieszuk (dr)

I Set
1/. Popis (Maciej Wojcieszuk)
2/. Bolesław (Maciej Wojcieszuk)
3/. Niezbyt Blisko Domu (Maciej Wojcieszuk)
4/. E. (Maciej Wojcieszuk)
5/. Prosto-Nieprosto (Maciej Wojcieszuk)
6/. Dominikana (Maciej Wojcieszuk)
II Set
1/. Arper (Maciej Wojcieszuk)
2/. Marak 2 (Maciej Wojcieszuk)
3/. Kołowrotek (Maciej Wojcieszuk)
4/. Blueskwa (Maciej Wojcieszuk)
5/. Koncert-Pitch (Maciej Wojcieszuk)
Bis
-/. Softly As In A Morning Sunrise (Sigmund Romberg, Oscar Hammerstein II)

Gość specjalny: Zbigniew Namysłowski

Długo wyczekiwany, pierwszy album niezwykle utalentowanego perkusisty (i kompozytora) Maćka Wojcieszuka, zatytułowany „MWQ” ukazał się wreszcie, a my mieliśmy okazję i przyjemność zaprezentowania jej publicznej premiery w naszym klubie. Dodam, premiery niezwykle udanej. Cały kwintet zaprezentował się znakomicie, a solówki poszczególnych instrumentalistów były nagradzane zasłużonymi owacjami. Wypełniona po brzegi sala koncertowa pomieściła nie tylko „zwykłych” Gości, ale także mnóstwo obserwatorów branżowych śledzących z zainteresowaniem karierę tej kipiącej energią i świeżością formacji. Gościem specjalnym tego wieczoru był Zbigniew Namysłowski, który zaszczycił nasz klub przybywając wraz z małżonką, Małgorzatą, by obserwować sceniczny występ swego ucznia, saksofonisty Jakuba Łępy. Wyraźnie podzielając nasz entuzjazm, pożegnał się z nami po koncercie w świetnym humorze. Bo „MWQ” to nie tylko świetny album. To kawał porządnej jazzowej roboty, która złożyła się na świetny koncert! Parafrazując klasyka powiem tylko – idźcie tą drogą! Trzymamy za Was kciuki!

Dorota Miśkiewicz Piano.pl after party

DOROTA MIŚKIEWICZ PIANO.PL AFTER-PARTY

Udział wzięli: Dorota Miśkiewicz, Henryk Miśkiewicz, Marek Napiórkowski, Małgorzata Markiewicz, Andrzej Jagodziński, Leszek Możdżer, Krzysztof Herdzin, Marcin Wasilewski, Michał Tokaj, Dominik Wania, Bogdan Hołownia, Piotr Orzechowski aka Pianohooligan, Grzegorz Turnau, Krzysztof Lenczowski, Michał Zaborski, Dawid Lubowicz oraz managerowie Artystów i dziennikarze.

Po zakończonym wielkim koncercie w Teatrze Roma „Dorota Miśkiewicz – Piano.pl” pierwsza dama polskiej wokalistyki jazzowej postanowiła wpaść do nas po koncercie na „małe co nieco…”, zabierając ze sobą pozostałych uczestników tego niezwykłego wydarzenia muzycznego. Długi korowód gwiazd pierwszej wielkości pojawił się w klubie pod koniec koncertu kwintetu Maćka Wojcieszuka, by przysporzyć młodym muzykom jeszcze większej publiczności. After-party rozpoczęło się więc dopiero po koncercie, a obecność tylu gigantów jazzu w jednym miejscu i czasie wzbudziła oczywiste zainteresowanie pozostałych Gości, którzy skwapliwie wykorzystali okazję do okazjonalnej wymiany zdań z wybitnymi Artystami. W całym klubie wrzało, jak w ulu, a Maciek Wojcieszuk – będący tego wieczoru na fali sukcesu dopiero co zakończonego koncertu – zainicjował małe jam-session, zapraszając Radka Łukaszewicza by zagrał na kontrabasie. I gdy w stronę sceny już zmierzał zachęcony możliwością wspólnego grania Michał Załęski, nagle – jak spod ziemi – na scenie pojawił się… Leszek Możdżer, by w tym naprędce skleconym trio (Radka Łukaszewicza zastąpił później Rafał Różalski) oddać się radości muzykowania. Trwający ponad godzinę jam pod dyrekcją Wielkiego Maga fortepianu zamienił się w prawdziwy koncert gromadzący ponownie na widowni publiczność reagującą entuzjastycznie nieomal na każdy dźwięk wydobywany z naszego klubowego fortepianu. Grane z wypiekami na twarzach solówki młodych instrumentalistów, należały niewątpliwie do ich życiowych osiągnięć, a Wielkiemu Artyście należą się od nich i od nas serdeczne podziękowania, że poprzez swą obecność i nadanie małemu jamowi tak wielkiego formatu, pozwolił młodym muzykom udokumentować ich niezwykły talent, pracowitość, oddanie jazzowi i prawdziwą muzyczną dojrzałość.

Bieńczycki / Sobiechowski Duo

17.05.2016 / wtorek / 20:30
BIEŃCZYCKI / SOBIECHOWSKI DUO
Dominik Bieńczycki (vln), Mateusz Sobiechowski (p)

I Set
1/. Earthship (Dominik Bieńczycki)
2/. Enthusiastic (Mateusz Sobiechowski)
3/. Agressor (Dominik Bieńczycki)
4/. Oregano (Dominik Bieńczycki)
5/. Smoothe (Mateusz Sobiechowski)
6/. Cheese (Mateusz Sobiechowski)
II Set
1/. Forgotten City (Dominik Bieńczycki)
2/. Idée fixe (Mateusz Sobiechowski)
3/. Stań się (Mateusz Sobiechowski)
4/. Żydowski Dom Akademicki (Mateusz Sobiechowski)
5/. Sinobrody (Mateusz Sobiechowski)
6/. Pulsar Zorg (Mateusz Sobiechowski)

Wyciszone, delikatne i piękne dźwięki uroczych kompozycji, przeniosły nas na dwie godziny w zakamarki ulic starego Krakowa, miasta jak ze starych pocztówek albo snu. Wracaliśmy więc gdzieś nad ranem wśród wstających mgieł, opadających jesiennych liści i poetyckich uniesień związanych z intymną i młodzieńczą chwilą. Zakochani, zapatrzeni w siebie… trochę, jak z Grechuty, trochę z Wyspiańskiego… Impresjonistyczne obrazy miasta, malowane lekką kreską portrety, nieomal oniryczne zarysy krajobrazów o bajkowym źródłosłowie, współgrające z perełkami fortepianowych dźwięków liryczne łkanie skrzypiec dały w rezultacie koncert niezwykły i piękny. Toteż – sami wpadając w objęcia wzruszenia – obserwowaliśmy, jak nasi Goście oddają się nastrojowi tego delikatnego grania, pobrzmiewającego czasem a to żydowskim zaśpiewem, a to jazzową synkopą, żałując każdego dźwięku, który wybrzmiał i z radosną niecierpliwością wyczekując kolejnego, który miał dopiero nadejść. Cudowne dwie godziny wytchnienia ofiarowane nam przez wspaniałych muzyków, którzy od pierwszego dźwięku potrafili wyczarować świat zbudowany wyłącznie z dobra i piękna.

Jam Session 18.05.2016

18.05.2016 / środa / 20:30
JAM SESSION DIRECTED BY WOJCIECH PULCYN

Rozgrywający: Tomasz Grzegorski (sax), Jerzy Małek (tp), Wojciech Pulcyn (db), Arek Skolik (dr)
Udział wzięli: Artur Dutkiewicz (p), Tymoteusz Hartmann (p), Michał Załęski (p), Robert Murakowski (tp), Andrzej Gondek (gt), Krzysztof Pacan (bg), Sebastian Kuchczyński (dr)

Środowe jam session na stałe weszły już w tradycję naszego klubu. Jednak, gdy na scenie pojawia się Arek Skolik w charakterze rozgrywającego, jest rzeczą oczywistą, że czeka nas granie na najwyższym poziomie, a Jego Wysokość Jazz będzie panował niepodzielnie. Tak też się stało. I tak było najpiękniej! Zakończone nad ranem spotkanie poruszyło zmysły obecnych tak bardzo, że nawet piszący te słowa postanowił na koniec zaśpiewać bluesa – niemiłosiernie pewnie przy tym fałszując… No, cóż…

Chris Jarret Piano Solo

19.05.2016 / czwartek / 20:30
CHRIS JARRETT PIANO SOLO (USA)
Chris Jarrett (p)

I Set
1/. Gloomy Chanting (Chris Jarrett)
2/. Mirrored (Chris Jarrett)
3/. Birds Of Pray (Chris Jarrett)
4/. Hommage a Mozart 2nd Movement (Chris Jarrett)
5/. Transitions (Chris Jarrett)
6/. Introduction & Solemn March (Chris Jarrett)
II Set
1/. Static Quo (Chris Jarrett)
2/. Offshots (Chris Jarrett)
3/. Two Slavic Dances (Chris Jarrett)
4/. Bus For The Mad (Chris Jarrett)
5/. The Darkening (Chris Jarrett)
Bis
-/. Scherzo (Chris Jarrett)

Można by postawić orzechy przeciwko dolarom, że część Publiczności przybyła na koncert Chrisa Jarretta z czystej ciekawości i chęci porównania jego pianistyki do legendy jego wielkiego brata. Inni pojawili się, bo słyszeli już dokonania Chrisa choćby na YouTube. Jeszcze inni po prostu kupili bilety, bo mają dobry zwyczaj korzystania z niezwykle bogatej oferty repertuarowej naszego klubu. Wszyscy zaś przyszli posłuchać muzyki… I mimo, że na scenie stał tylko fortepian, otrzymali potężną jej dawkę. Chris Jarrett przedstawił dwanaście kompozycji, które z powodzeniem wykonuje czasem z towarzyszeniem wielkiej orkiestry symfonicznej, a które grane nawet solo na fortepianie nokautują słuchacza mroczną energią, jakby żywcem przeniesioną z synergicznego złożenia arcydzieł Brahmsa i Wagnera, potężnym brzmieniem i niezwykłym, a przede wszystkim absolutnie zindywidualizowanym, światem przedstawionym, stanowiącym odrębną i unikatową całość. I jeśli coś łączy ze sobą braci Jarrettów – poza oczywistymi więzami krwi – to jest to bez wątpienia nadzwyczajna technika pianistyczna. Nieczęsto się zdarza, aby usłyszeć na żywo pianistę rzeczywiście dwuręcznego, to znaczy takiego, który nie improwizuje wyłącznie prawą ręką na bazie mniej lub bardziej skomplikowanych akordów wygrywanych przez rękę lewą. Dla Chrisa Jarretta nie istnieje rozróżnienie – obie ręce są gotowe do wygrywania równocześnie dźwięków tak piekielnie trudnych, różnych (rzecz jasna) i przy okazji tak szybkich, że ma się chwilami wrażenie, jakby na scenie zamiast jednego fortepianu stała cała orkiestra fortepianów, a na każdym z nich jakby grało przynajmniej dwóch pianistów. Wśród zaprezentowanych kompozycji na szczególną uwagę zasługiwały „Two Slavic Dances”, w których Jarrett ujawnił swą słowiańską wrażliwość (matka Jarretów jest Słowenką) i pozwolił zrozumieć źródła inspiracji i charakterystycznej lekkości frazy (obecnych zresztą u obu braci) oraz kończąca zaplanowaną część występu niezwykła kompozycja „The Darkening” stanowiąca niejako podsumowanie koncertu i charakteru całej twórczości Chrisa Jarretta. Pojawiająca się od czasu do czasu jazzowa fraza brzmiała lekko i bardzo stylowo, a rewelacyjny kontakt z Publicznością uczynił z koncertu rodzaj osobistego spotkania, z którego wszyscy wychodzili w pełni usatysfakcjonowani. Dziękujemy, Chris za znakomity wieczór! I zapraszamy ponownie!

Trio 4 Chet

20.05.2016 / piątek / 20:30
TRIO 4 CHET
Robert Majewski (tp), Michał Tokaj (p), Sławomir Kurkiewicz (db)

I Set
1/. Line For Lions (Gerry Mulligan)
2/. It’s You Or No One (Sammy Cahn, Jule Styne)
3/. Everytime We Say Goodbye (Cole Porter)
4/. Tenderly (Tenderly)
5/. Estate (Bruno Martino)
6/. It Could Happen To You (Jimmy Van Heusen)
II Set
1/. Dolphin Dance (Herbie Hancock)
2/. Moon And Sand (Alec Wilder)
3/. With A Song In My Heart (Richard Rodgers)
4/. When I Fall In Love (Victor Young)
5/. Bernie’s Tune (Bernie Miller, Jerry Leiber, Mike Stoller)
Bis
-/. My Funny Valentine (Richard Rodgers)

Transmitowany, jak w każdy piątek, do RadiaJazz.FM i nagrywany z zamiarem wydania przez wytwórnię ForTune albumu „Trio4Chet Live at 12on14 Jazz Club” koncert miał być i był wydarzeniem artystycznym najwyższej miary. Sensacyjnie zagrany materiał poświęcony pamięci jednego z najbardziej lirycznych trębaczy w historii cool-jazzu, Chesneya Cheta Bakera, onieśmielał wręcz maestrią wykonawczą zaprezentowaną przez Trio4Chet. Robert Majewski, jak nikt inny, potrafił oddać klimat cudowny muzyki Bakera, zachwycając nie tylko wspaniałym brzmieniem swego instrumentu, ale i przepiękną frazą i zagranymi oszczędnie solówkami. Pianistyka Michała Tokaja, jak zwykle wzbudzająca podziw i zachwyt, współgrała idealnie z liryczną nutą trąbki, a niezwykłe pochody basowe i nadzwyczajne improwizacje kontrabasu Sławomira Kurkiewicza na długo pozostaną w pamięci rozpływającej się w tej nastrojowej muzyce Publiczności. Zasłużone owacje były tylko oczywistym elementem tego wspaniałego koncertu, którego najistotniejszą cechą była jednak twórcza umiejętność wszystkich trzech Artystów do nadania absolutnie osobistego charakteru wykonywanym utworom – znanym przecież doskonale wszystkim miłośnikom jazzu – tak, by zabrzmiały na nowo i świeżo. Ta trudna sztuka odejścia z wytartych ścieżek udać się może – w przypadku standardów – jedynie największym. Mieliśmy szczęście być świadkami nadzwyczaj udanej próby dokonania tej sztuki. Dziękujemy za ten wieczór! Było cudownie! I już za Wami tęsknimy!

Olejniczak / Sendecki Quartet

21.05.2016 / sobota / 20:30
OLEJNICZAK / SENDECKI EUROPEAN QUARTET (ES/DE/PL/GB)
Andrzej Olejniczak (sax), Władysław „Adzik” Sendecki (p, kb), Michał Barański (db, bg), Mark Mondesir (dr)

I Set
1/. Don’t Give Up (Peter Gabriel)
2/. Mr. X (Andrzej Olejniczak)
3/. Szczęśliwy Nieszczęśliwiec (Władysław Sendecki)
4/. Po katastrofie (Krzysztof Komeda)
II Set
1/. Africaine (Władysław Sendecki)
2/. New York Streets (Władysław Sendecki)
3/. Back Where I Belong (Władysław Sendecki)
4/. El Juguete (Andrzej Olejniczak)
Bis
-/. For Lonely People (Władysław Sendecki)

Gdy w 1986 miałem przyjemność być w Sztokholmie na koncercie Petera Gabriela (w ramach So! Tour), by poczuć ciarki biegnące wzdłuż kręgosłupa z chwilą, gdy w utworze „Don’t Give Up” snop światła wydobył z ciemności drobną postać Kate Bush, podobnego zachwytu doznałem wczoraj, gdy krystalicznie czysty dźwięk saksofonu Andrzeja Olejniczaka „wyśpiewał” refren tej samej piosenki, otwierając genialny koncert Olejniczak / Sendecki European Quartet.
Oto bowiem na scenie dwie wielkie legendy polskiego jazzu, z którymi – z jednej strony – mam zaszczyt znać się od ponad czterdziestu lat, z drugiej zaś – nieustannie pozostającymi dla mnie w sferze idoli od lat młodzieńczych – Andrzej Olejniczak i Władysław „Adzik” Sendecki, w doborowym towarzystwie Michała Barańskiego na kontrabasie i wieloletniego perkusisty samego Johna McLaughlina, czarnoskórego Brytyjczyka Marka Mondesira. A potem jeszcze cudowny „Szczęśliwy Nieszczęśliwiec” z pierwszego albumu legendarnego Extra Ball „Birthday”, genialna ballada Komedy, jedna z jego ostatnich, „Po katastrofie”, rewelacyjne „Africaine” i kończące koncert „El Juguete”. A na bis zagrane przepięknie, lekko, z uśmiechem, nieomal taneczne „For Lonely People”. Jeśli koncert ten można określić jakimś krótkim opisem, to chyba tylko takim, że był to absolutny tryumf prawdziwego grania, organicznego i wręcz naturalnego, bez zbędnego „wymyślania” i „wymądrzania”. Był to tryumf najprawdziwszego jazzu, muzyki niosącej radość i wyzwolenie, wolności twórczej w najlepszym tego słowa znaczeniu. A jeszcze do tego prawdziwa uczta gry zespołowej i niezwykłych popisów solistycznych. Dwa na długo pozostające w pamięci sola perkusyjne, mistrzowski pokaz możliwości kontrabasu i gitary basowej, niezwykła pianistyka – okraszana barwą archaicznego Rhodes Stage Piano i synezatora, no i wreszcie ten jeden z najniezwyklejszych saksofonów, jakie dane nam słyszeć. Czegóż chcieć więcej? Byliśmy wszyscy przez dwie godziny w muzycznym Raju. I chcielibyśmy w nim pozostać na zawsze! Tę ucztę trzeba powtarzać! Koniecznie!

————

Mała obserwacja na stronie – wczoraj Mark Mondesir, a wcześniej Arek Skolik, Kazimierz Jonkisz, Łukasz Żyta i Stephen McCraven, podszedł do naszej klubowej perkusji, ustawił tomy do siebie, spróbował i stwierdził „świetnie!”. Nawet nie wymienił talerzy! I zagrał tak, że – jak mówi młodzież – kapcie spadły z nóg! Po co to piszę? Bo często obserwuję – szczególnie wśród młodzieży – kręcenie nosem, wymianę talerzy, werbla, a najchętniej całej perkusji, bo dźwięk, bo strój, bo drewno nie to, bo coś tam jeszcze… I tak sobie wtedy myślę… ech,… rąbek u spódnicy… Warto sobie uświadomić, że wielki Elvin Jones grał na kuchenny garnkach w porównaniu z tym, co oferujemy muzykom w naszym klubie… A mimo to był wielkim Elvinem Jonesem! Może czasem warto wrócić do garnków…
(Tomasz Pierchała)